arrow left
arrow right

olfaktorie bottanicum

arrow left
arrow right
  1. pl

Kropla po kropli, jak zapach przywraca mnie do „tu i teraz”

27 lutego 2026
Uświadomiłam sobie niedawno, jadąc samochodem, że moje kompozycje zapachowe są moją drogą. Autoterapią, odkryciami i porażkami. Wyznaczają mi metaforycznie kierunek, nawet wtedy, gdy ja sama go nie widzę.
 
Ostatnie dwa lata byłam w zawieszeniu. Tak, komponowałam, uczyłam się, pracowałam, ale bardziej skupiona na konkretnych celach. Jakby zamrożona, był moment, kiedy nie byłam w stanie nic tworzyć. Nie wiem nawet, jak to nazwać, włączyło się przetrwanie, zamrożenie, brak sensu.
 
Depresja potrafi wszystko pogrzebać, cały dorobek, pracę, staraniа, sens.
 
Nie trafiają do mnie hasła, że depresja może być duchową siostrą bo i z takimi się spotkałam. Dla mnie jest niebezpieczna, niby żyjesz, spełniasz oczekiwania społeczne. A w środku? Właśnie… Tam jest czerń i powolne wycofywanie się z życia.
 
Na zewnątrz wszystko gra, makijaż, wiedza, uśmiech, rzetelność, parcie do przodu. Ale zanim to wszystko pokażę światu, rano wszystko boli. Trudno się zebrać. Wrzucić ten „właściwy bieg” i ruszyć. Uśmiechać się, potakiwać, że jest ok.
 
W zeszłym tygodniu, przeglądając i oceniając moje konkrety, zobaczyłam, że jakby zasnęłam. Jedna wiosna, druga wiosna, lato, jesień, zima.
Działałam tak, jakbym chwilami łapała oddech spod wody. I wtedy mnie tknęło, że to już najwyższy czas jakoś się zebrać w całość, mimo mojej niechcianej koleżanki depresji. Szkoda mi tych wszystkich lat, tego ciągłego poszukiwania mojego olfaktorycznego piękna, eksperymentów, nauki i pracy.

Powoli wracam. Dalej mam cele, ale teraz bardziej chcę wyrazić to, co gra mi w duszy zapachami. Postanowiłam stworzyć dla siebie perfumy, w których użyję przede wszystkim własnoręcznie uzyskanych ekstraktów.
 
Przestałam kopać się z koniem i sięgnęłam po syntetyczne molekuły. Stworzyłam trzy realistyczne akordy, frezję, konwalię i bez (lilak), które ubieram w naturalia. Nie dałam rady zrobić tego wyłącznie z naturalnych materiałów, a zależy mi na konkretnym efekcie.
Obecnie pracuję z bzem. Nie ma się co czarować, akord bzu jest skrajnie realistyczny, wystarczy lekko go podkręcić i jest dobrze, podobnie jest z pozostałymi.
 
Moje założenie, połączenie syntetycznego akordu z kilkuletnim konkretem z kwiatów lilaka i nalewką. To nie jest proste, bo początkowo węchowo nie zagrało tak jak bym sobie tego życzyła. To skrajne zapachy, akord bzu jest realistyczny, nalewka lekko kwiatowa, odrobinę wytrawna, konkret natomiast w zależności od rozcieńczenia, pachnie od powideł po coś trudnego do nazwania, surową, nieprzyjemną wytrawnością.
 
Po kilku dniach pracy i układania olfaktorycznych klocków z pomocą przyszedł mi konkret z kwiatów dzikiego bzu, strzał w dziesiątkę, stał się łącznikiem. Natomiast konkret z liści czeremchy złagodził zbyt słodką kwiecistość realistycznego akordu bzu. Dołączyłam jeszcze kilka ciekawych nut i zaczyna mi się to podobać. Co będzie dalej? nie wiem. Teraz czekam, aż nuty zaczną się ze sobą naprawdę łączyć.
Trochę pracowałam z akordem konwalii, ale tutaj jest trudno. Potrzebuję czasu i skupienia. Konwalia albo niknie, albo staje się tandetna. Muszę ją rozpracować.
 
Frezję zostawiam na wiosnę.
 
Praca z kwiatami jest moim wewnętrznym manifestem. Wpuszczaniem do swojego wnętrza delikatności i słodkości, koloru, ciepła. Zapach lilaków jest mi szczególnie bliski. Wiosną chcę nosić na sobie fioletowy bez.
 
Moje drugie perfumy będą oparte na skórze w klasycznym wydaniu. Od tego wychodzę. Będą zbudowane na moim akordzie, nad którym długo pracowałam. To zapach mocny, wyrazisty, dodający odwagi. W którą stronę skręcę w formule okaże się już za moment.
Komponowanie zapachów daje mi coś, czego nie potrafią dać słowa ani dobre rady. Daje mi chwilową ulgę, mały prześwit światła w środku.
Kiedy łączę molekuły, kiedy odmierzam krople i sprawdzam jak jeden akord dotyka drugiego wracam do ciała, do oddechu, do zmysłów. Depresja odbiera przyszłość i przeszłość, zostawia ciężar. Zapach przywraca teraźniejszość, tu i teraz.
 
Nie wszystko musi być idealne od razu, nie wszystko musi być naturalne w stu procentach. Czasem trzeba się podeprzeć syntetyczną molekułą, tak jak czasem trzeba podeprzeć się drugim człowiekiem. Czasem trzeba pozwolić, żeby coś było łącznikiem, mostem między skrajnościami.
 
Komponowanie zapachu w depresji jest jak ciche składanie siebie na nowo, kropla po kropli. Bez przemocy, bez wielkich deklaracji, ale z czułością i uważnością.
Monika

Monika Opieka

Wszystkie teksty, rysunki, zdjęcia oraz wszystkie inne informacje opublikowane na niniejszych stronach podlegają prawom autorskim olfaktoriebottanicum.pl Monika Opieka.Wszelkie kopiowanie, dystrybucja, elektroniczne przetwarzanie oraz przesyłanie zawartości bez pisemnej zgody olfaktoriebottanicum.pl Monika Opieka jest zabronione.

Do stworzenia strony wykorzystano kreator stron www WebWave

bottanicum@gmail.com

olfaktorie bottanicum