Praca nad kompozycją zapachową bywa podróżą w głąb emocji i historii, zwłaszcza gdy sięga się po tematy o wyjątkowym ciężarze historycznym. W tworzeniu zapachów nie chodzi tylko o molekuły i akordy, zawiera się tutaj również etyka, pamięć i autentyczność przekazu.
Obecnie mierzę się z najtrudniejszym projektem w moim życiu. Nie zaglądam do fiolek jak zwykle z radosną ciekawością, ale z wielkim trudem i smutkiem a także lękiem, bo mimo przekazów świadków nadal świat jest pełen wojen, jak by nie wyciągał wniosków...
Od piątku boli mnie głowa, nie ciągle, po pracy w pracowni, to nie jest ból od intensywności molekuł, ale od ciężaru, jaki niosą ze sobą te niewidzialne narracje, one wchodzą w głąb mnie.
Czuję się oderwana, głęboko zamyślona. Do tego ten listopadowy chłód, zima, która otula miasto... Na szczęście jest równowaga, radosny pies merdający ogonem, mój syn, praca i życzliwi ludzie wokół, to mi przypomina, że życie ZAWSZE idzie dalej, że nie rozpamiętuje, a pamięć? co z nią? warto pamiętać?
Wczoraj nie mogłam długo zasnąć, bo ciągle w głowie układam akordy, analizuję i czuję coś na co nie byłam gotowa… chociaż na pewne rzeczy gotowym nigdy się nie jest…
Wciskają się w nozdrza, choć są nieporównywalnie lżejsze zostawiają ślad…, echa olfaktoryczne tego, co dawniej wychodziło z każdej cegły, z każdego kamienia.
Mówi się, że na poziom profesjonalny wchodzi się kiedy emocje można odłożyć na bok. Ja nie umiem i nie chcę ich odcinać. Myślę, że byłoby to świadectwem mojej porażki. Jak stworzyć coś tak prawdziwego i poruszającego bez pełnego zaangażowania? Zaczynam rozumieć dlaczego artyści, aktorzy i reżyserzy muszą poczuć, wcielić się, przenieść się w sam środek doświadczenia. Właśnie tam, na granicy sztuki i empatii, rodzi się olfaktoryczna prawda.
Zapachy, które powstają nie są do epatowania, nie są ciekawostką, którą będę prezentowała na spotkaniach dla efektu “łał” staram się by były żywym i głębokim doświadczeniem w oprawie pełnej szacunku.
Monika