Od ponad dekady kolekcjonuję perfumy, przez te lata mój zbiór stał się czymś więcej niż estetyczną kompozycją flakonów, to moja osobista biblioteka zapachów, archiwum emocji i olfaktorycznych odkryć. Wśród nich mam kilka białych kruków, kompozycji już niedostępnych, wycofanych, takich, które przeszły do historii jak pierwsze wydania wielkich dzieł, lub takich, których formuły oparte są na surowcach dziś już nieosiągalnych. To moje punkty odniesienia. Są jak stare ryciny w zielniku, które przypominają o korzeniach mojej profesji.
Mówi się, że malarz widzi więcej odcieni bieli, a muzyk słyszy ciszę między nutami. W perfumiarstwie, którym zajmuję zasada jest identyczna, nos jest instrumentem, który wymaga codziennego strojenia. Moja kolekcja perfum i te małe, szklane fiolki, które widzicie na zdjęciu, to nie tylko zapachy, to moja biblioteka stylów, gramatyka emocji i archiwum historii.
Sztuka ma swój własny język, symbolikę i nurty. Tak jak nie zrozumiemy abstrakcji bez poznania klasycyzmu, tak nie zbudujemy nowatorskiej kompozycji, nie znając dzieł wielkich mistrzów. Kiedy kierujemy nos w stronę perfumiarstwa niszowego, opuszczamy bezpieczny ląd "ładnych zapachów" i wypływamy na ocean odwagi. Tam zapach jest manifestem, a nie tylko dodatkiem do ubrania.
Systematycznie zamawiam próbki z perfumerii niszowych. Nie z ciekawości chwili, ale z potrzeby poznania. Każda próbka to jak rozmowa z innym perfumiarzem, z jego wyobraźnią, warsztatem i wrażliwością. W ten sposób buduję własny styl. Ciągle uczę się rozróżniać jakość, złożoność, balans. Uczę się także słyszeć to, co zapach mówi między nutami.
Moim studentom na pierwszym wykładzie z perfumiarstwa naturalnego zawsze powtarzam, „Nie dowiecie się, kim jesteście jako twórcy, dopóki nie dowiecie się, co stworzyli inni”. Moim stałym „zadaniem domowym” dla nich jest wąchanie wszystkiego, co wykracza poza schemat. To buduje tzw. olfaktoryczny styl. Bez analizy złożoności i jakości cudzych dzieł, nie sposób ocenić własnej pracy, należy mieć odniesienie.
Ostatnio moja kolekcja powiększyła się o próbki prac wizjonera, który niedawno nas opuścił, Christiana Astuguevieille’a. Jako dyrektor artystyczny Comme des Garçons, Christian nie tworzył perfum, on rzeźbił w powietrzu. To on odważył się zamknąć w butelce zapach betonu, rozgrzanego asfaltu czy utlenionej metalowej skały (słynny Odeur 53 czy Concrete).
Choć to estetyka daleka od mojej, podziwiam te okfatoryczne dzieła. Co ciekawe na skórze mojego syna te "betonowe" molekuły układają się w sposób fascynujący, niemal organiczny, na mojej mi nie odpowiadają całkowicie. To dowód na to, że zapach jest dialogiem między chemią a żywym organizmem.
A Ty? Czy masz w swojej pamięci zapach, który zmienił Twoje postrzeganie świata, tak jak dla wielu zmienił go zapach betonu Astuguevieille'a?
Monika