Czy zastanawialiście się kiedyś jak brzmi świat, w którym panuje absolutna, olfaktoryczna cisza? Wyobraźcie sobie poranek, w którym kawa nie pachnie, deszcz jest tylko mokrym chodnikiem, a skóra ukochanej osoby staje się bezzapachową teksturą. Dzisiaj obchodzimy Dzień Świadomości Anosmii, dzień tych osób, które żyją w świecie pozbawionym zapachowego wymiaru.
Dla wielu z nas zapach to język duszy i natury, ale co się dzieje, gdy ten język nagle milknie?
Anosmia to całkowita utrata zmysłu powonienia, nie jest to jedynie „zatkany nos” podczas kataru. To stan, który dotyka ok. 3-5% populacji (a po pandemii te statystyki gwałtownie wzrosły). Może być wrodzona, ale najczęściej jest wynikiem urazów, infekcji lub procesów neurodegeneracyjnych.
Nauka wskazuje na kilka ważnych mechanizmów takich jak:

Wiek i „Siwienie Nosa”, proces ten nazywamy presbyosmią. Podobnie jak tracimy wzrok, nasze receptory węchowe z czasem ulegają uproszczeniu. Badania publikowane w The Journals of Gerontology wskazują, że powyżej 80. roku życia ponad 70% z nas traci znaczną część zdolności węchowych.

Złodzieje Pamięci, utrata węchu jest często jednym z pierwszych zwiastunów chorób Alzheimera i Parkinsona. Dlaczego? Ponieważ opuszka węchowa jest ściśle połączona z układem limbicznym czyli centrum naszych emocji i pamięci. Nos wie pierwszy, że w mózgu dzieje się coś niepokojącego.

Cukrzyca i Cynk, niedobory cynku oraz powikłania cukrzycowe mogą prowadzić do hiposmii (osłabienia węchu). To dowód na to jak bardzo nasze ciało jest systemem naczyń połączonych.

Olfaktoryczny „szary filtr” depresji, osoby cierpiące na depresję często doświadczają hiposmii (osłabienia węchu). To nie jest problem z samym nosem, ale z przetwarzaniem bodźców. Mózg w stanie depresyjnym przechodzi w tryb oszczędny, wygasza radość, wygasza smaki i... wygasza zapachy. Zmniejszona neuroplastyczność w hipokampie i ciele migdałowatym sprawia, że zapachy przestają wywoływać wspomnienia i emocje. Świat staje się sterylny i obcy.

Lęk, czyli nadwrażliwość na zagrożenie, Z kolei w zaburzeniach lękowych często spotykamy zjawisko odwrotne lub selektywne tzw. osmofobię lub nadwrażliwość na zapachy kojarzone z zagrożeniem. Lęk sprawia, że nasz system olfaktoryczny jest w ciągłym stanie „wysokiej gotowości”, co może prowadzić do przebodźcowania i zmęczenia sensorycznego.
W terminologii jest coś takiego jak test „Cytryny i Smutku”, badania sugerują, że osoby z głęboką depresją potrzebują znacznie wyższego stężenia zapachu, by w ogóle go zarejestrować, niż osoby zdrowe. Utrata węchu może być więc obiektywnym markerem skuteczności leczenia antydepresyjnego.
Natomiast anhedonia olfaktoryczna, to stan, w którym czujemy zapach, ale nie sprawia on nam żadnej przyjemności. Nawet najpiękniejsza róża pachnie „po prostu jak kwiat”. To jeden z najsmutniejszych objawów utraty kontaktu z naturą i samym sobą.
Widzę w anosmii coś więcej niż diagnozę medyczną, to utrata „bezpiecznej bazy”. Zapach lasu (fitoncydy, o których tyle mówimy w lasoterapii) nie tylko nas leczy, ale zakotwicza w „tu i teraz”. Osoby z anosmią często zgłaszają poczucie izolacji, jakby oglądały życie przez grubą szybę, szczególnie ci, którzy utracili węch mając go wcześniej.
Dobra wiadomość jest taka, że mózg jest plastyczny, trening węchowy, w niektórych przypadkach polegający na świadomym wąchaniu czystych, naturalnych olejków potrafi zdziałać cuda, to jak fizjoterapia dla mózgu. Jest jeden warunek, trening węchowy musi być systematyczny i uważny.
Czy są jakieś zagrożenia związane z fizycznym nie odczuwaniem zapachu? Niestety tak.
Osoby z anosmią są statystycznie bardziej narażone na zatrucia pokarmowe i pożary, ich „system alarmowy” po prostu nie działa. Zapach jest kluczowym elementem przyciągania partnera (feromony i MHC). Ludzie z anosmią często deklarują mniejszą pewność siebie w relacjach intymnych.
Jeśli czujesz, że Twój zmysł węchu słabnie, nie ignoruj tego, to może być znaczący sygnał od Twojej duszy i ciała.
Monika