Najgorsza w sercu jest pustka po ludziach, których się kochało, to taka pustka, której nigdy się już nie zapełni…
Niby życie płynie, świat się nie zatrzymuje, codzienność ciągle nowa i ta wyrwa, nie czuje się jej ciągle, pojawia się niespodziewanie, bywa trudna do zniesienia.
Kiedy żegnałam tatę nosiłam bardzo mocne perfumy dymu i żywic, były uderzające i mdlące, bardzo wytrwałe, czasami jeszcze po nie sięgam, czułam taką potrzebę. Długo szukałam tych konkretnych perfum, mogłabym sama je stworzyć, ale nie chciałam i nie chcę, tworzenie to czas, to myśli i wspomnienia a to trudne w okresie żałoby do udźwignięcia.
Żegnając mamę poczułam, że potrzebuję bardzo mocnego gourmanda, ciepłego, słodkawego i otulającego.
Zapach, taka mogłoby się zdawać błaha sprawa a bardzo pomaga w trudnych momentach, nasz mózg i nasza intuicja jeśli staniemy się uważni dokładnie podpowie nam czego potrzebujemy.
Okres żałoby nakierował mnie na inne spojrzenie na zmysł węchu, perfumy oraz pracę z zapachami.
Zdarza mi się tworzyć pożegnalne kadzidła, perfum jeszcze nie tworzyłam.
Jutro idę pierwszy raz na spotkanie podczas, którego wysłucham prośby o stworzenie perfum żałobnych, jeszcze dwa lata temu bym odmówiła…
Dzisiaj już wiem jak zapach może być ważny i otulający, wiem również ile potrzeba emapatii wsłuchując się w drugiego człowieka.
Zdaję sobie sprawę również z tego, że podejmując się tak ważnej kompozycji nie mam czasu by tworzyć ją rok, po sobie wiem, że takie perfumy potrzebne są praktycznie na już.
Monika