Dzisiaj, w drugim dniu naszego walentynkowego cyklu schodzimy jeszcze głębiej w mroczną stronę miłości tę, która nie pyta o zgodę i nie przymila się zalotnie. Miłość jako przymus i jako “zaklęcie woli”, to właśnie istota rytuałów wiązania, binding, obecny w kulturach od starożytnego Egiptu i świata grecko‑rzymskiego po średniowieczną Europę.
W antropologii magii miłosnej mówi się o „binding spells” czyli zaklęciach wiążących, których celem nie było wzajemne porozumienie, lecz zaciśnięcie symbolicznych więzów na ciele i psychice drugiej osoby by ta nie mogła spać, jeść i myśleć o kimkolwiek innym poza tym, kto rzucił urok.
W starożytności i średniowieczu nie czekano na "strzałę Amora". Używano magii wiązania (katadesmos). Tworzono woskowe figurki, które przyozdabiano włosami i osobistymi przedmiotami ukochanej osoby oraz nawanniano.
Lalki te są najlepiej udokumentowane w źródłach historycznych, rytuały z nimi związane należały do magii sympatycznej.
Najczęściej figurki wykonywane były z wosku, włókien, drewna lub gliny. Podczas rytuału lalkę się owijało ubraniem wybranka, podwiązywało kończyny co symbolizowało przywiązanie miłosne,i nakłuwało igłami z intencją, by to samo stało się w sferze uczuć osoby reprezentowanej.
Potem przychodzi średniowiecze, zamiast laleczki jest poduszka i pasmo włosów, dyskretnie wyciętych, gdy wybranek śpi. Włosy wiązało się w supły i chowało pod łóżkiem albo przy progach domu, czasem przypalało się w ogniu wraz z ziołami i kadzidłem, by dym zaniósł prośbę „wyżej”. Kościelne teksty pastoralne opisują kobiety, które w desperacji szukały „magicznej pomocy” na dobre małżeństwo lub jego rozpad.
Średniowieczne kobiety wiązały supły na nitkach z ubrań kochanków, ukrywając je pod poduszkami nasyconymi ciężkimi, zwierzęcymi piżmami, cel był jeden, sprawić, by mężczyzna nie mógł znaleźć spokoju nigdzie indziej, jak tylko w ramionach kobiety, która rzuciła urok. Kościół karał te praktyki surowo, widząc w nich zamach na wolną wolę.
W rytuałach wiązania, podobnie jak w innych praktykach magicznych, aromaty miały funkcję performatywną i symboliczną. Kadzidła, żywice i oleje nie były jedynie dekoracją a według podań historycznych, zapachy były nośnikiem właściwości duchowych, które w kulturach starożytnych były integralną częścią pracy magicznej.
“W młocie na czarownice” Heinricha Kramera można znaleźć kilka instrukcji “wiązania”, nie ma jednego przewodniego sposobu tam podanego, ponieważ te czynności były powiązane z paktem diabła, ale o mechanizmach możemy sporo wyczytać.
Jak opisywali to inkwizytorzy? Zajrzyj poniżej:
Najczęstszą formą było dosłowne wiązanie węzłów (ligatio). Należało wziąć rzemień, nitkę lub pasmo włosów i w trakcie aktu rytualnego zawiązać na nim określoną liczbę supłów.
Każdy supeł reprezentował zablokowanie konkretnej funkcji życiowej lub emocjonalnej, dopóki węzeł nie został rozwiązany, ofiara pozostawała w „uścisku”.
Kramer opisuje, że czarownice wykorzystują substancje, które dziś nazwalibyśmy ekstremalnymi afrodyzjakami lub toksynami. Były to zioła o silnym aromacie i działaniu psychoaktywnym jak lulek, mandragora czy bieluń.
Substancje te mieszano z pokarmem lub spalano jako kadzidło, aby „zmącić zmysły” i skierować pożądanie ofiary tylko w jedną stronę, jednocześnie blokując ją na inne osoby.
Monika